Szwoleżer

"NAPOLEON A SPRAWA POLSKA..."

250px-Jacques-Louis_David_017
L'Empereur

NAPOLEON A SPRAWA POLSKA……..

NAPOLEON A SPRAWA POLSKA” to tytuł legendarnej już dziś książki prof. Szymona Askenazego.

Dziś w XXI wieku, gorące dyskusje z przełomu XIX i XX stulecia straciły już swą dynamikę i intensywność.

Rola Napoleona w dziejach Polski i Polaków jest przedmiotem dociekań historyków, kontrowersje i różne punkty widzenia dot. stosunku Cesarza do Sprawy Polskiej opisywane są w książkach i artykułach naukowych, stanowiąc zbiór bardzo ciekawych publikacji.

Nie zmienia to faktu, iż badania i historyczne analizy zajmują dziś jedynie pasjonatów i profesjonalistów nie stanowiąc przyczynku do budowania świadomości historycznej. Nadal, pomimo upływu ponad 200 lat od kluczowych wydarzeń i ujawnienia rozlicznych źródeł, kontrowersje, zróżnicowane poglądy i opinie wcale nie ustąpiły, wręcz przeciwnie nawet ….

Według mojej opinii (naukowego laika w dziedzinie historii, za to zdecydowanego fascynata epoki Empire’u) w Polsce funkcjonują dwie legendy napoleońskie – „CZARNA i „ZŁOTA”.

Geneza „czarnej legendy ma swoje korzenie głownie w komunistycznej, prorosyjskiej propagandzie gloryfikującej Rosję i jej dokonania. Rusofilia w propagandzie była obecna już w czasach „Kongresówki”, komunizm w zasadzie powielał ten model propagandowych oddziaływań. Mamy więc obraz Cesarza jako „krwawego karła” o nienasyconych ambicjach, manipulującego Polakami, będącego w gruncie rzeczy tyranem na miarę Hitlera ….

Legenda złota” – to hagiograficzny sentyment , apoteoza Napoleona, „mit zbawcy” (jak pisał prof. Tulard), obrazy Kossaka, statuetki i portrety Cesarza w każdym domu (sam mam...), w skrajnej formule przybierająca postać maniakalno-mistycznych wizji „Towianizmu”.

W mojej ocenie prawda leży zapewne gdzieś pośrodku , ale bliżej mi do apoteozy Napoleona niż Jego potępiania….

Nawet jeśli przyjmiemy że był tyranem i skrajnym manipulantem, to Polska zorganizowana na wzór Państwa Francuskiego (co zdecydowanie przełożyłoby się na jej modernizacje i profesjonalizację zarówno w kontekście organizacyjnym, politycznym, społecznym, inwestycyjnym i militarnym), stanowić miała naturalnego sojusznika – wasala bonapartystycznej Francji. Pro-Napoleońska Polska byłaby więc polityczną i militarną przeciwwagą zarówno dla Rosji jak i Prus czy Austrii. W tym kontekście Napoleon zdecydowanie STAWIAŁ NA POLSKĘ , czego nie można powiedzieć o żadnej innej „koronowanej” głowie ówczesnej (a i późniejszej także) Europy.

Kompletną bzdurą jest twierdzenie, iż Napoleon nigdy nie planował odbudować Polski. Jeśli przyjrzymy się faktom możemy powiedzieć, iż w zasadzie ją ODBUDOWAŁ, najpierw tworząc KSIĘSTWO WARSZAWSKIE (zalążek niezależnej państwowości), potem rozpoczynając DRUGĄ WOJNĘ POLSKĄ w czerwcu 1812 w zasadzie wszedł na drogę Jej wskrzeszenia. W dzień po przekroczeniu przez „WIELKĄ ARMIĘ” (w której - nota bene - ,średnio co 6 żołnierz był Polakiem) granicznej rzeki Niemen, polski Sejm uchwalił ODRODZENIE KRÓLESTWA POLSKIEGO (z Koroną i Litwą w składzie)

A zatem Napoleon nie zrealizował swoich zobowiązań, ponieważ PRZEGRAŁ kampanię roku 1812             i wszystkie pozostałe …..

Wielu publicystów podkreśla, iż Napoleon wielokrotnie wypowiadał się publicznie za odbudową Polski w ramach swego politycznego planu. Słynnym jest tutaj wystąpienie Cesarza przed Ambasadorem Rosji hr. Rumiancewem w toku którego padły znamienne słowa : „Prędzej Kozacy spacerować będą po wzgórzach Montmartre niż ja wyrzeknę się sprawy polskiej…”.

Z mojej perspektywy słowa to jedno - (de Calaincourt (ambasador francuski w Rosji), przytacza z resztą wiele wypowiedzi Cesarza zaprzeczających wizji odbudowy Polski. Warto jednak pamiętać, iż Cesarz traktował Calaincourta jako „rzecznika” sprawy rosyjskiej i nie był w relacjach z nim do końca szczery), - ale dużo większe znaczenie mają czyny ….

Czy kampania roku 1812 a wcześniej kampania z roku 1806 uwieńczona pogromem Rosji pod FRIEDLANDEM, jedną z największych klęsk armii rosyjskiej w historii , - nie jest wystarczającym dowodem dot. intencji Cesarza ?

Czy mianowanie „komisarzem wojskowym” Księstwa, Marszała Nicolasa DAVOUTA – NAJLEPSZEGO SPOŚRÓD NAPOLEOŃSKICH MARSZAŁKÓW nie jest dowodem, iż Cesarz przywiązywał znaczącą wagę do losów Księstwa (Polski) ?

Warto także pamiętać, iż DAVOUT otrzymał w charakterze cesarskiej donacji Księstwo Łowickie. Spędzał w Polsce sporo czasu, także Jego żona (niechętna dworskiej atmosferze cesarskiego otoczenia) właśnie w Łowiczu znalazła spokój i grupę oddanych polskich przyjaciół. Nie można także zapomnieć o relacji jaką nawiązał Marszałek z Księciem Józefem Poniatowskim. Początkowo niechętny i nieufny wobec Księcia „Pepi”, ostatecznie stał się Davout Jego przyjacielem i oddanym orędownikiem polskiej sprawy.

Warto zaznaczyć, iż w cesarskich planach Książę Józef miał zasiąść na tronie wolnej Polski, zaś Marszałek Davout miał pełnić urząd VICEKRÓLA odpowiedzialnego za zagadnienia militarne i infrastrukturalne kraju.

Nowoczesna armia -system twierdz (polski Gdańsk-polski Toruń – Modlin – Częstochowa), połączone bitymi drogami wysokiej jakości, mieszane kontyngenty wojsk polskich i cesarskich mających stanowić załogi twierdz, wzorowana na francuskiej administracja (departamenty i prefektury), Kodeks Napoleona, sprawna , apolityczna kadra urzędnicza gwarantująca profesjonalizm w zarządzaniu państwem, emancypacja mieszczaństwa (burżuazji), ekonomiczny rozwój kraju, rozbudowa Warszawy na wzór urbanistycznej koncepcji Paryża itp. – to napoleońska wizja…..

- Czy realna ?

- Historia zawsze weryfikuje plany i najpiękniejsze nawet wizje , a zwolennikom „historical fiction” polecam książkę autorstwa byłego Prezydenta Francji p.Valery’ego Giscarda D’ESTAIGN zatytułowaną : „ZWYCIĘSTWO ARMII NAPOLEONA” (jest tam też sporo o Polsce)

Reasumując nigdy nie zgodzę się z twierdzeniem iż „NAPOLEON ZDRADZIŁ POLAKÓW…”; co najwyżej mogę stwierdzić, że - NAPOLEON NIGDY NIE ZDRADZIŁ POLAKÓW NIE SPEŁNIŁ WSZAKŻE ICH OCZEKIWAŃ….

Odrębną kwestią pozostaje pytanie czy te oczekiwania nie były zbyt wygórowane, nie uwzględniające całości europejskiej polityki Francji ?

Tadeusz Kościuszko, nasz narodowy bohater, był bardzo niechętny Cesarzowi, ale jego oczekiwania zakładały uzyskanie zobowiązania ze strony Napoleona, iż odbuduje Polskę od morza do morza ….

Trudno w ówczesnych realiach geopolitycznych takie oczekiwanie uznać za realistyczne …

Często słyszę także, absurdalny w gruncie rzeczy zarzut, iż „CELEM NAPOLEONA NIGDY NIE BYŁO ODBUDOWANIE POLSKI …”

Przyznam, że tego rodzaju zarzut, jest chyba przejawem polskiej megalomanii. Trudno bowiem spodziewać się od WŁADCY IMPERIUM BY PODSTAWOWYM CELEM SWOJEJ POLITYKI CZYNIŁ WSKRZESZENIE OBCEGO PAŃSTWA !!

Nawet jeśli mieliśmy znaczący wkład militarny w napoleońskie sukcesy, nie mogliśmy liczyć na to, że odbudowanie Polski stanie się PRIORYTETEM CESARZA !

Jego priorytetem było utrzymanie potęgi Francji, zwiększanie jej roli na świecie i zabezpieczenie ciągłości monarchii.

W ramach interesu Francji rozpatrywany był interes Polski, jako wspierającego PROFRANCUSKIEGO SATELITY W EUROPIE ŚRODKOWO-WSCHODNIEJ. Taki był model geopolitycznej wizji NAPOLEONA i trzeba mu za to dziękować , gdyż pozostałe europejskie mocarstwa w ogóle NIE WIDZIAŁY MIEJSCA dla WOLNEJ POLSKI !! Dotyczyło to nie tylko władców XIX wiecznej Europy, ale także Hitlera i Stalina w czasach de facto współczesnych….

Warto więc pamiętać o tym nim zacznie krytykować się Cesarza…..

„Rien d’impossible por mes Polonaises…” – dla moich Polaków nie ma rzeczy niemożliwych

                                                        Napoleon

VAGRAM
La Bataille - Wagram
Szwoleżer

"NAPOLEON BONAPARTE i czasy EMPIRE'u" - skąd pomysł na bloga ?

SZWOLEŻER
                            Polski Szwoleżer / Le Chevaux-leger polonais

Mesdames et Messieurs,

Nie jestem zawodowym historykiem, nie mam także ambicji do bycia historykiem amatorem. Czasy i postać NAPOLEONA BONAPARTE fascynują mnie od dawna, stąd pomysł na niniejszy blog. Nie będę silił się na historyczny obiektywizm, bardziej "na modłę" ŁYSIAKA, przedstawiać będę swoje fascynacje epoką napoleońską.
Jeśli więc poszukujesz chronologicznie uporządkowanej, obiektywnej wiedzy, faktów i konkretów - proponuję byś udał się na forum, którego adres polecam w ostatnim w kolejności poście niniejszego bloga.
Jeśli jednak, szukasz anegdot, przypowieści, fascynacji Czasami Empire'u, relacji uczestników wydarzeń, komentarzy, cytatów Cesarza, autorskich recenzji napoleońskich książek, porównań do współczesności i wszelkiej napoleońskiej symboliki - to trafiłeś bardzo dobrze !

Dlaczego Bonaparte i Jego Czasy ?

Czasy EMPIRE'u są fascynujące dla mnie z czterech względów :

- Osoby CESARZA

- Sprawy Polskiej nieodłącznie z Napoleonem związanej

- Zagadnień militarnych epoki

- Historii rodzinnych z Cesarzem i "Drugą Wojną Polską" wprost związanych...


szwolezer_2
Szarża szwleżerów przeciwko pruskim Huzarom
Blog nie będzie mieć formy ustrukturalizowanego, obiektywnego historycznie źródła wiedzy, a raczej stanowić będzie trochę nieuporządkowane zbiorowisko faktów, komentarzy, przemyśleń oraz źródeł historycznych.

Nie ukrywam, iż sporo miejsca bedę poświęcał książkom napoleońskim, których w swojej biblioteczce mam ponad 40....

A zatem :

VIVE L'EMPEREUR !!


Napoleon_Bonaparte
Szwoleżer

Oficerowie Armii Napoleona spoczywający w BIEŻUNIU

biezun palac
Zrujnowany Pałac w Bieżuniu / Le Palais de Biezun, aujourd'hui ruinee

BIEŻUŃ  http://mapa.targeo.pl/Gmina-Biezun,668541/gmina, miasto dobrze mi znane i związane z losem rodzinnym, położone na północy Mazowsza, jak się okazuje jest miejscem związanym mocno z Epoką Napoleońską
Już w 1806 toczyły się tu walki WIELKIEJ ARMII z wojskami rosyjskimi i pruskimi.
Podczas jednej z potyczek zginął oficer francuski, który został pochowany na terenie posiadłości przypałacowej.
Zaprezentowany poniżej artykuł dokładnie opisuje to wydarzenie :

http://mazowsze.hist.pl/files/Notatki_Plockie/Notatki_Plockie-r1999-t44-n4_(181)/Notatki_Plockie-r1999-t44-n4_(181)-s11-12/Notatki_Plockie-r1999-t44-n4_(181)-s11-12.pdf

Warto także wspomnieć, iż Bieżuń jest miejscem spoczynku drugiego oficera, pochowanego na cmentarzu przykościelnym (dziś Jego szczątki znajdują się w krypcie kościelnej) w 1812 roku, a więc w okresie odwrotu Wielkiej Armii z Rosji
Był to oficer 3 kompanii Woltyżerów, 84 Pułku Piechoty Liniowej (84 Regiment de L'Infanterie de Ligne) nazywał się najprawdodobniej
PIERRE SENAUD (lub Sennaud), syn Pierre'a i Marii, ur 3.09.1780 w Ablensy (?), W Departamencie Nantes (?).
W chwili śmierci miał więc 32 lata...
Jego tożsamośc potwierdziło dwóch żołnierzy francuskich - adiutant Claude Jeannesy (?) i kapral Jean (Yann) Causy.


Może wyglądał własnie tak ? :

lekka piechota
file

Warto ocalić od zapomnienia tę historię.....


Ponieważ bardzo zaintersował mnie los francuskich Oficerów, których kres życia dobiegł w mazowieckim, niewielkim miasteczku, tak daleko położonym od Francji podejmuję wysiłki by sprawę tę w miarę możliwości wyjaśnić.

Wg. moich nie w pełni jeszcze potwierdzonych informacji, jest bardzo małe prawdopodobieństwo by oficer, który zginął podczas potyczki w 1806 roku był właśnie PIERREM SENAUD.....


84RInfanterie
84 Pułk Piechoty Liniowej / 84 Regiment de L'Infanterie de Ligne

credo : UN CONTRE DIX
credo : JEDEN PRZECIW DZIESIĘCIU
Historia Pułku : http://fr.wikipedia.org/wiki/84e_r%C3%A9giment_d'infanterie

84 PUŁK PIECHOTY LINIOWEJ
(84 Regiment de L'Infanterie de Ligne) to jedna z najsłynniejszych francuskich jednostek bojowych, której korzenie sięgają XVIII wieku a której dalsze losy prowadzą na pola I i II wojny światowej....

W 1812 roku 84 Pułk Piechoty Liniowej wchodził w skład IV KORPUSU WIELKIEJ ARMII pod wodzą Wicekróla Włoch Eugeniusza de Beauharmais (pasierba Napoleona), należał do 13 Dywizji Piechoty (pod dowództwem gen Alexisa Delzonsa), 1 Brygady (gen.Hularda).

PIERRE SENAUD służył w kompanii WOLTYŻERÓW. W ówczesnych jednostkach piechoty liniowej, kompanie woltyżerów składały się z dobrze wyszkolonych strzelców, którzy w systemie tyraliery atakowali przed własnym czworobokiem piechoty liniowej (często więc nazywano Woltyżerów lekką piechotą). Ich zadaniem było nękanie celnym ogniem nieprzyjacielkich czworoboków piechoty liniowej.

W 1806 roku tej jednostki nie było w BIEŻUNIU, prawdopodobieństwo więc, że oficer SENAUD poległ właśnie wtedy, w mojej ocenie jest minimalne ...

Pułk w 1809 roku, brał udział w kampanii przeciwko Austrii, w toku której zapisał się z resztą sławetnie. Być może już wtedy oficer SENAUD uczestniczył w tych heroicznych działaniach.

Oto krótki ich opis :

84 Regiment de L'Infanterie de Ligne brał udział w zwycięstwie nad siłami liczącymi ponad 10 000 Austriaków, podczas bitew o Graz i St.Leonhard w 1809, dzięki czemu otrzymał od Cesarza srebrną plakietkę dołączaną do drzewca sztandaru z napisem "UN CONTRE DIX" ("JEDEN PRZECIW DZIESIĘCIU").
Dwa bataliony 84 pułku z dwoma działami wtargnęły do centrum Graz, biorąc do niewoli 450 Austriaków. Jedyne pozostałe punkty oporu wojsk austrickich zlokalizowane były w poblizu kościoła i cmentarza skąd prowadzono ciężki ostrzał z broni ręcznej. Jednak ok pólnocy żołnierze 84 pułku sforsowali mur cmentarza i otoczyli Austriakółw. Kolejnych 120 żołnierzy Cesarza Austrii dostało się do niewoli. Pomimno tego wokół miasta wciąż przeważały siły austriackie wspierane przez nękających Francuzów partyzantów. Ich przewaga wynosiła 10: 1 ! Siły austriackie z nastaniem świtu rozpoczęły huraganowy atak na pozycje 84 pułku zlokalizowane w pobliżu cmentarza. Podczas walk udało im się "odbić" jeńców austriackich przetrzymywanych w kościele. Podczas kolejnego ataku wspartego ogniem bezpośrednim z działka Austriakom udało się przechwycić ORŁA ze Sztandarem Pułku, jednak dzielny sierżant LEGOUGE, przechwycił drzewce z orłem i oganiając się szablą biegiem powrócił na pozycje Francuzów. W momencie gdy żołnierzom zabrakło amunicji podjęto decyzję by używając bagnetów przebić się do swoich poprzez kordon nieprzyjaciół otaczających pozycje 84 pułku piechoty. Udało się ! Żolnierze 84 Pułku połączyli się z oddziałami wysłanymi im na pomoc przez Marszałka Marmonta...


W 1812 roku pułk wchodził w skład IV Korpusu Wielkiej Armii Napoleona. Pierre SENAUD prawdopodobnie dwukrotnie więc przebywał na ziemiach polskich. Zarówno podczas przygotowań, jak i podczas dramatycznego odwrotu z Moskwy. Najprawdopodobniej los oficera SENAUD dopełnił się podczas wielkiego odwrotu i na zawsze pozostał w Bieżuniu...

Tak więc w oparciu o znanie mi fakty, uważam, że w Bieżuniu spoczywa dwóch francuskich oficerów.....

W dniach  22 i 23.12.1806 (żródło: Gieraths G., Die Kampfhandlungen Der Branderburgisch-Preussischen Armee, Band 8, Berlin 1964, na ss. 10) doszło do potyczki pomiedzy oddziałami dragonów generała (pózniejszego Marszałka Francji) Emmanuela de Grouchy a pruskimi "czarnymi huzarami" (1. szwadron 5. pułku huzarów gen. Moritza von Prittwitza ). Walki toczyły się w pobliżu Bieżunia. W ich wyniku kapitan dragonów Bourran odniósł rany, zaś kapitan 6 Pułku Dragonów (6-eme Regiment de Dragons) MAURICE (?) LAUNAY (de Launay ?) zginął i nie jest wykluczone, że on to własnie został pochowany w pobliżu pałacu ....

Początkowo w Bieżuniu stacjonował niewielki oddział wartowniczy armii pruskiej, który bez opoiru oddał miasto wojskom marszałka Bernadotta. Dla Prusaków rzeka Wkra (w pisowni dokumentów z epoki znana jako Ukra), stanowiła dość istotny punkt strategiczny związany z rozmieszczeniem sił własnych i oddziałów rosyjskich sojuszników. Dlatego kontrakcja ze strony armii pruskiej była niemal pewna. Bernadotte wyznaczył do obrony mostu na Wkrze w Bieżuniu, dwie kompanie piechoty wsparte niemal 6000 jazdy marszałka BESSIERESA...
Francuscy kawalerzyści przechwycili Prusaków w miejscowości Karniszyn i przypuscili atak na nie w pełni gotowe do akcji formacje piechoty. Siły pruskie poszły w rozsypkę i kontruderzenie na Bieżuń nie powiodło się...


A wracając do 6 Puku Dragonów. Jednostka kapitana LAUNAY'a sformowana została jeszcze w wieku XVIII, praktycznie istnieje do dziś...
W czasach EMPIRE'u brała udział w najbardziej słynnych bitwach : VALMY 1794, MARENGO 1800, AUSTERLITZ 1805, FRIEDLAND 1807, ciekawe w ilu bitwach walczył kapitan LAUNAY ...?
Mottem 6 Pułku Dragonów były następujące słowa : "MORT AU CHAMP D'HONNEUR", czyli "ŚMIERĆ NA POLU CHWAŁY", nic dodać nic ująć .....


dragons
Dragoni Wielkiej Armii / Les Dragons de La Grande Armee

Krótki akapit z treści ww. dokumentu dot. walk w poblizu BIEŻUNIA:

"Bez walki 6 Pułk dotarł 19.12.1806 r, do Bieżunia. W pobliżu jednak zaobserwowano kolumne wojsk rosyjskich. Dragoni 6 pułku zapisali na swoim koncie chwalebne czyny. Dragon FLUT przechwycił sztandard nieprzyjaciela. Sierżant-Szef(Kwatermistrz) JEANSON na czele 25 Dragonów zaatakował cały szwadron nieprzyjacielskich Huzarów. Sierżant-Szef Jeanson zabił nieprzyjacielskiego dowódcę i wspólnie z innymi czterema Dragonami przechwycił cztery armaty nieprzyjaciela..."
11---officier-et-dragon
Oficer Dragonów/Un Officier de Dragons
Warto także pamiętać iż w dniach 23/24-26.12.1806 przebywał (i nocował) w BIEŻUNIU marszałek Francji JEAN BAPTISTE BERNADOTTE, późniejszy KRÓL SZWECJI !! http://pl.wikipedia.org/wiki/Bernadotte
Marszałek BERNADOTTE przyjmował w Pałacu w Bieżuniu raport o rezultacie starć w wyniku których wojska pruskie wycofywały się.
W Bieżuniu stacjonował także Marszałek JEAN BAPTISTE BESSIERES przyszły Dowódca Kawalerii Gwardii Cesarza: http://en.wikipedia.org/wiki/Jean-Baptiste_Bessi%C3%A8res.

A oto raport z walk w języku angielskim zatytułowany : "COMBAT OF BIEZUN" http://www.historyofwar.org/articles/combat_biezun.html

"The combat of Biezun (23 December 1806) saw the defeat of a Prussian attempt to recapture Biezun on the Ukra River, a key position that connected the Prussians to their Russian allies.

After the disasters at Jena and Auerstadt (14 October 1806) the French pursued and destroyed most of the remaining Prussian armies. By the end of November the only remaining Prussian field force was a corps of about 6,000 men under General Lestocq, which was based in eastern Prussia. Lestocq had attempted to hold Thorn on the Vistula, but his Russian allies decided not to hold that river and so Lestocq was forced to retreat east towards the upper reaches of the Ukra River. By 18 December his main force was at Lautenburg, with his left flank running south towards Biezun on the Ukra. This was an important position as it connected the Prussian and Russian lines.

Lestocq was badly outnumbered by his direct French opponents. The French left was made up of Ney's corps two thirds of Bernadotte's corps and Bessières' 2nd cavalry reserve. O1n 19 December Grouchy's 2nd Dragoon division captured Biezun, threatening to split the Prussian and Russian lines. Lestocq decided to send two infantry regiments and three cavalry regiments to try and retake this key position.

By 23 December Bessières had joined Grouchy. The bridge over the Ukra was defended by two companies of infantry, supported by a large part of Bessières's 6,000 cavalry.

The Prussians arrived at Biezun at eight in the morning of 23 December and occupied the small village of Karniszyn, on the east bank of the Ukra. Bessières ordered Grouchy to attack the Prussian positions with his division. The Prussians were caught before their line was fully formed, and they were swept away by Grouchy's charge. The Prussians were pursued for ten miles and lost 500 prisoners, 5 guns and two standards during the battle. The Prussians were forced to retreat north-east towards Soldau, with Marchand's division in pursuit. Bernadotte joined the pursuit and within a few days the Prussians were retreating towards Konigsberg and away from the Russians...."

250px-Jacques-Louis_David_017
L'Empereur


Bieżuń odgrywał więc dośc istotną rolę w działniach kampanii 1806 i 1807 roku, świadczy o tym list NAPOLEONA wysłany do Marszałka DAVOUTA (cytuję w oryginale):

Varsovie, 19 décembre 1806, 10 heures du matin

Au maréchal Davout

Mon Cousin, je suis arrivé à Varsovie à minuit. Je comptais voir ce matin vos postes, mais le brouillard m'en a dissuadé, je n'aurais rien vu. Il est temps de prendre nos quartiers d'hiver, ce qui ne peut avoir lieu qu'après avoir chassé les Russes.

Le maréchal prince de Ponte-Corvo, les maréchaux Ney et Bessières sont à Biezun. Ce mouvement, prononcé depuis plusieurs jours, doit déjà avoir attiré l'attention de l'ennemi. Le maréchal Soult passera la Vistule, partie à Wyszogrod et partie sur le pont du maréchal Augereau vis-à-vis Zakroczym. Par ce moyen tout sera réuni, et il faudrait que votre pont fût terminé le 21, afin qu'on pût passer, le 22. Faites-moi connaître ce que je dois espérer là-dessus.."


Kluczowe frazy - tłumaczenie :

Do Marszałka Davouta,  Drogi Kuzynie, przybyłem do Warszawy o pólnocy ....
....(linijka czwarta) Marszałek Książe de Ponte-Corvo (czyli Bernadotte), Marszałkowie Ney i Bessieres są w Bieżuniu ...."

Nie wiemy czy chodzi tylko o oddziały NEY'a czy także o Jego osobę. Gdyby tak było, to oprócz przyszłego Króla Szwecji (Bernadotte) i Dowódcy Kawalerii Gwardii Napoleona (Bessieres), Bieżuń gościłby także Marszałka MICHELA NEY'a, którego NAPOLEON nazwał "Najdzielniejszym z dzielnych", KSIĘCIA MOSKWY -  http://en.wikipedia.org/wiki/Michel_Ney....
Inne źródła historyczne raczej nie potwierdzają obecności NEY'a w Biezuniu, ale kto wie ? W końcu Cesarz ma zawsze rację :)...

Anglojęzyczny tekst "COMBAT of BIEZUN", sugeruje, iż jest wielce prawdopodobne, iż w Bieżuniu kwaterował także ówczesny generał (późniejszy Marszałek Cesarstwa) - EMMANUEL DE GROUCHY  - http://en.wikipedia.org/wiki/Emmanuel_de_Grouchy,_Marquis_de_Grouchy

84e_Banner-1-1

Sztandar 84 Pułku Piechoty/L"etendartd de 84 Regiment de L'Infanterie

Szwoleżer

POLSCY SZWOLEŻEROWIE GWARDII - Historia 100 dni

szwadron elby

Szwadron ELBY - Straż przyboczna polskich Szwoleżerów Najjaśniejszego Pana, Cesarza NAPOLEONA I podczas wygnania na Elbie

Mesdames et Messieurs,

Z ogromną radością przytoczę znakomity esej historyczny autorstwa Pana Wojciecha MARKERTA, przybliżający historę legendarnej formacji SZWOLEŻERÓW GWARDII NAPOLEONA, jednej z najlpeszych formacji lekkiej kawalerii jaka kiedykolwiek istniała.
Chciałbym wyraźnie odciąć się od "czarnej legendy", która Szwoleżerów Napoleońskich opisuje jako "garstkę straceńców", których bohaterstwo przytłacza racjonalne działanie ...
Nic z tych rzeczy !, SZWOLEŻEROWIE GWARDII, oczywiście byli odważni i bohatrescy, ale swą sławę zawdzięczali wyjątkowemu wyszkoleniu, unikalnym umiejętnościom jeżdzieckim, perfekcyjnemu opanowaniu orężą. Odwaga spajała te przymioty, czyniąc ze SZWOLEŻERÓW GWARDII doskonałą niemal lekką jazdę Cesarstwa.
Przekonali się o tym boleśnie zarówno pruscy czarni Huzarzy, rosyjscy Kozacy czy brytyjska, doskonała skądinąd gwardyjska piechota Wellingtona - atak polskich Szwoleżerów, podczas bitwy pod Waterloo (konkretnie pod Quatre-Bas) rozbił i zdziesiątkował czworobok 42 Pułku Highland „Black Watch". Był to jeden z dwóch przypadków kiedy to kawaleria napoleońska rozbiła czworobok gwardyjskiej piechoty armii brytyjskiej. Wcześniej dokonali tego ..... rózwnież Szwoleżerowie podzcas walk w Hiszpanii.
Nota bene atak pod Somosierrą, również był dziełem Szwoleżerów Gwardii (temu wydarzeniu poświęcę oddzielny post)

A zatem, jaka była historia polskich Szwoleżerów w słuzbie Napoleona w czasie legendarnych 100 dni Cesarza?


Polscy szwoleżerowie w francuskiej Gwardii Cesarskiej - 100 dni Napoleona

Armia Napoleona Bonaparte organizowana w czasie tzw. 100 dni składała się w dużej części z niedoświadczonych i słabo wyszkolonych oddziałów. Miejsce weteranów, którzy wyginęli w czasie krwawych kampanii zajęli słabiej wyszkoleni żołnierze. Nawet odtworzona gwardia cesarska nie dorównywała doświadczeniem oddziałom z czasów świetności. Na tym tle ogromnie wyróżniali się polscy lansjerzy, rekrutujący się byłych żołnierzy jednej z najlepszych jednostek kawalerii ówczesnej Europy - 1 Pułku Szwoleżerów Gwardii Cesarskiej.


Pułk został utworzony na specjalne życzenie cesarza, będącego pod wrażeniem postawy Polaków w czasie kampanii 1806/1807. 6 kwietnia 1807 r. Bonaparte wydał dekret o utworzeniu Regiment de Chevau-Légers Polonais de la Garde Imperiale. Miał składać się z czterech szwadronów po dwie kompanie i liczyć według etatu 51 oficerów oraz 976 szeregowych. Jednostka, choć złożona z Polaków miała formalnie być częścią armii francuskiej, a nie Księstwa Warszawskiego, co budziło obawy wśród części kadry oficerskiej. Niechętny oddaniu najlepszych żołnierzy pod obcą komendę był również ks. Józef Poniatowski. Wywołało to trudności i opóźnienie w formowaniu oddziału, który nie zdążył wziąć udziału w walkach przed zawarciem pokoju w Tylży.
Szwoleżerowie, wywodzący swoją nazwę od słów Chevau-Légers - lekkokonni byli też często określani lansjerami, a w Polsce również jako ułani. Jako lekka kawaleria byli używani do rozpoznania i pościgów oraz zadań osłonowych. Jednakże wielokrotnie potrzeba wymuszała rzucenie ich przeciwko ciężkiej kawalerii, a nawet sformowanej w czworoboki piechoty. W starciach tych ogromnym atutem okazała się lanca - broń służąca do pchnięć zbudowana z grotu i drzewca, mająca łączną długość 285 mm. Wprowadzono ją na uzbrojenie pułku w 14 września 1809 r. jako uzupełnienie wcześniej używanych pałaszy, zastępując nimi karabinki w pierwszym szeregu. Pociągnęło to za sobą zmianę nazwy na Pułk Szwoleżerów Lansjerów Gwardii Cesarskiej. Żołnierze, mimo początkowego sceptycyzmu, szybko nauczyli się walczyć bronią po mistrzowsku. Wielokrotnie zdarzało się później, iż dobrze wyszkolony w walce lancą kawalerzysta zwyciężał w walce prowadzonej na raz z kilkom przeciwnikami. Sukcesy polskich kawalerzystów skłoniły Napoleona do rozwijania tej formacji zarówno przez tworzenie liniowych pułków lansjerów, jak i rozbudowę gwardii. We wrześniu 1810 r. powołany został sformowany drugi pułk lansjerów gwardii, tym razem złożony z Holendrów. W związku z tym polska jednostka otrzymała numer porządkowy, a jej pełna nazwa brzmiała 1 Pułk Szwoleżerów Lansjerów Gwardii Cesarskiej.
Jednostka dowodzona przez większość swego istnienia przez płk. Wincentego Krasińskiego rozpoczęła swój szlak bojowy 3000 kilometrów od ojczyzny wkraczając do Hiszpanii w lutym 1808 r. W walkach za Pirenejami szwoleżerowie przez ponad trzy lata (przerwane kampanią austriacką) pełnili ciężką, ale mało spektakularną służbę patrolową, zwalczając partyzantów. To jednak tam dokonali czynu, który przyniósł formacji największą sławę. 3 szwadron prowadzony przez Jana Kozietulskiego, szarżując na kolejne baterie artylerii otworzył drogę armii napoleońskiej przez przełęcz Somosierra. Pułk wziął udział we wszystkich ważniejszych poważniejszych kampaniach i bitwach. Szczególnie zasłużył się w kampanii rosyjskiej, podczas której polscy lekkokonni okazali się znacznie bardziej wytrwali niż francuscy kawalerzyści. Formowany został nawet polski 3 Pułk Szwoleżerów Lansjerów Gwardii, ale niedługo potem uległ zniszczeniu.
W czasie odwrotu spod Moskwy, tak jak inne polskie oddziały zachował spoistość i utrzymywał wysoką zdolność bojową. Po wielu miesiącach walk w szeregach pozostało ponad 400 ludzi, którzy byli nieocenieni przy osłonie marszu przez Polskę i Niemcy. Choć zdarzały się dezercje, to były one rzadkie. Widoczna zaś była ogromna determinacja żołnierzy. Wierność oraz karność Polaków, a zwłaszcza szwoleżerów gwardii w kampanii saskiej 1813 i francuskiej 1814 wywarła na Napoleonie ogromne wrażenie. Mimo, iż Księstwo Warszawskie zostało zajęte przez Rosjan, a cofającą się Wielką Armię opuszczali kolejni sojusznicy, większość żołnierzy trwała przy Bonapartym. Pozostali przy nim nawet wtedy, gdy zaczęli go opuszczać Francuzi. Owe niezwykłe oddanie zadecydowało o wyborze jednostki, która miała mu towarzyszyć w wygnaniu na Elbę, po ogłoszeniu abdykacji 11 kwietnia 1814 r. Oprócz batalionu grenadierów Starej Gwardii i baterii artylerii Starej Gwardii zaciąg ogłoszono wśród polskich szwoleżerów, z których sformowano szwadron szwoleżerów, nazywany często Szwadronem Elby. Ci, którzy do niego nie weszli powrócili przeważnie do kraju, otrzymując przydział do armii Królestwa Polskiego.


Formowany przez mjr. Jana Pawła Jerzmanowskiego oddział składał się z dwóch kompanii i według etatu liczył 109 ludzi (6 oficerów, 11 starszych podoficerów, 8 brygadierów, 2 trębaczy, kowala i 81 szwoleżerów). Początkowo 80 żołnierzy przebywało w Parmie i dopiero po trzech miesiącach przybyło na wyspę, gdzie doszło do reorganizacji oddziału. Ze względu na trudną sytuację ekonomiczną państewka brakowało wierzchowców dla większości kawalerzystów, toteż jedynie 20 pełniło służbę konną.
Po ucieczce z Elby szwoleżerowie stanowili forpocztę oddziałów Napoleona w marszu na Paryż. Napoleon planował sformowanie łącznie trzech pułków szwoleżerów i można przypuszczać, że jeden z nich byłby złożony z Polaków, ale w związku z pospieszną organizacją armii 20 marca 1815 r. Szwadron Elby został włączony jako 1 szwadron do holenderskiego 2 Pułku Szwoleżerów Lansjerów Gwardii. Jednostka dowodzona przez generała Pierra-Davida dit Edourda de Colbert-Chabanais była potocznie określana, od koloru noszonych przez jej żołnierzy mundurów, Czerwonymi Szwoleżerami. Polacy zachowali własne barwy - grantowe kurtki i spodnie z karmazynowymi wyłogami i lampasami. Dzięki napływowi ochotników liczebność szwadronu wzrosła do 225 ludzi w momencie wyruszenia do walki. Od października 1814 r. dowodził nim doświadczony oficer kpt. Kajetan Wawrzyniec Baliński, a szefem szwadronu pozostał kpt. Jan Szulc, wyróżniający się olbrzymim wzrostem (213 cm). Płk Jan Paweł Jerzmanowski został prawdopodobnie przydzielony do dowództwa pułku.

Szlak bojowy polskich szwoleżerów Gwardii Cesarskiej 1808-1815
kampania hiszpańska
14 lipca 1808 - Medina del Rio Seco
10 października 1808 - Burgos
30 listopada 1808 - Somosierra
kampania asutriacka
22 maja1809 - Essling
6 lipca 1809 - Wagram
kampania rosyjska
28 czerwca 1812 - Wilno
22 lipca 1812 - Mohylów
16 sierpnia 1812 - Smoleńsk
7 września 1812 - Borodino (Możajsk)
25 października 1812 - Mały-Jarosławiec
17 listopada 1812 - Krasnoje
28 listopada 1812 - Berezyna
kampania saska
2 maja 1813 - Weissenfelds k. Lützen
19-21 maja 1813 - Bautzen
22 maja 1813 - Reichenbach
21 sierpnia 1813 - Görlitz
27 sierpnia 1813 - Drezno
16 września 1813 - Peterswalde
24 września 1813 - Hochkirchen, Altenburg
18-19 października 1813 - Lipsk
30-31 października 1813 - Hanau
30 października 1813 - Nieder-Isingheim

kampania francuska
27 stycznia 1814 - St. Dizier
29 stycznia 1814 - Brienne
1-2 lutego 1814 - La Rothiére
10 i 14 lutego 1814 - Chaumpaubert
11 lutego 1814 - Montmirail
12 lutego 1814 - Château-Thierry
14 lutego 1814 - Vauchamps
14 lutego 1814 - Villeneuve
18 lutego 1814 - Montereau
24 lutego 1814 - Troyes
3 lutego 1814 - Rocourt
4 marca 1814 - Braisne
5 marca 1814 - Berry-sur-Aube
7 marca 1814 - Craonne
8 marca 1814 - Laon
13 marca 1814 - Reims
18 marca 1814 - Fere Champenoise
20-21 marca 1814 - Arcis-sur-Aube
23 marca 1814 - Vitry
26 marca 1814 - St. Dizier
29 marca 1814 - Bourget
30 marca 1814 - Paryż
kampania belgijska
16 czerwca 1815 - Quatre Bras
18 czerwca 1815 - Waterloo



Jan Paweł Jerzmanowski odegrał rolę decydującą zarówno w formowaniu Szwadronu Elby, jak i rozbudowie oddziału, toteż warto przyjrzeć się bliżej tej ciekawej i niedocenianej postaci. Urodził się 25 czerwca 1779 r. w podkieleckim majątku Mniew, w ubogiej rodzinie szlacheckiej jako syn Franciszka herbu Dołęga, posła łęczyckiego i Franciszki Dobrskiej. W sierpniu 1799 r. wstąpił do Legii Naddunajskiej i w je szeregach wziął udział w kampanii frankfurckiej i hohenlidzkiej. Dzięki zdolnościom taktycznym, odwaga oraz znajomości języków szybko awansował: 23 września 1800 r. otrzymał awans na podporucznika, a 21 stycznia następnego roku na porucznika. W związku z zawarciem przez Napoleona pokoju z cesarstwem austriackim podał się do dymisji z zamiarem powrotu do kraju, czego jednak nie uczynił. Bezskutecznie starał się o przyjęcie do legionu hanowerskiego, a w 1804 r. osiedlił się na krótko we Francji. Jesienią 1804 r. został powołany do armii francuskiej i wyznaczony adiutantem gen. Michel Ordenera dowódcy kawalerii gwardii cesarskiej, z którym walczył pod Hollabrünn i Austerlitz. 24 lipca 1806 r. został adiutantem gen. Géraud Duroca Wielkiego Marszałka dworu cesarskiego i u jego boku wziął udział w kampanii pruskiej i polskiej.


7 kwietnia 1807 r. w stopniu kapitana przeszedł do wojska polskiego i został przydzielony do 3 szwadrony 1 pułku Szwoleżerów Gwardii Cesarskiej. Za udział w wojnie hiszpańskiej został odznaczony Krzyżem Legii Honorowej. W szeregach swojego pułku walczył w kampanii 1809 r. przeciwko Austrii, został ranny pod Wagram, w najkrwawszym boju stoczonym przez polskich szwoleżerów. W latach 1810-1811 wraz z pułkiem brał udział w walkach przeciwko Anglikom i Portugalczykom, uzyskując 17 lutego 1811 r. stanowiska szefa szwadronu. W 1812 r. wziął udział w we wszystkich ważniejszych bitwach w czasie wyprawy Wielkiej Armii na Rosję. Ogromną sławę zyskał jednak wyczynami w czasie odwrotu rozbitych wojsk napoleońskich na zachód. Dowodzony przez niego oddział (początkowo 118 szwoleżerów) od grudnia 1812 r. do lutego 1813 r. od Elbląga do Berlina pełnił rolę ariergardy całej armii, przez trzy miesiące nieustannie gromiąc podjazdy przeciwnika. Jeden z oficerów pułku kapitan Józef Bonawentura Załuski opisał niezwykłe wyczyny niewielkiego oddziału.
Gorliwość Jerzmanowskiego do tego dochodziła stopnia, że jeżeli się zdarzyło, iż w tych codziennych utarczkach tylnej straży, szwoleżer jaki przedmiot mundurowy utracił, np. że mu czapka spadła, formowano szwadron i robiono szarżę dla odzyskania straconego przedmiotu, żeby się nieprzyjaciel tym jakoby trofeem poszczycić nie mógł. Ten sposób jędrnej rejterady taki miał skutek, że kozacy przestali dokuczać mężnym, od których zawsze bywali gromieni....
W kampanii wiosennej i letniej 1813 r. jako dowódca dwóch szwadronów w wielokrotnych szarżach zadał wojskom koalicji duże straty. Pod Dreznem w brawurowej szarży na czworobok austriackiej piechoty wziął 1300 jeńców, a w bitwie pod Lipskiem zdobył 4 armaty i 300 jeńców. Za swoje czyny został nagrodzony tytułem barona cesarstwa i orderem Virtuti Miliatari IV klasy. Również walki w obronie Francji w 1814 r. przyniosły mu uznanie zwierzchników i stopień majora gwardii, odpowiadający stopniowi pułkownika w formacjach liniowych.
Jerzmanowski jako jeden z nielicznych nie opuścił Napoleona nawet po jego abdykacji - towarzyszył cesarzowi w zesłaniu na Elbę. Organizował szwadron polskich szwoleżerów gwardii, który miał być częścią „armii" Napoleona. Stał się wówczas najbliższym współpracownikiem Bonapartego i od początku uczestniczył w przygotowaniach jego powrotu do Francji. Jako komendant portu w Langone organizował flotę, która przewiozła wiernych żołnierzy cesarza z wyspy. Uzyskawszy 1 marca 1815 r. awans na pułkownika wraz z polskim szwadronem został przydzielony do holenderskiego 2 Pułku Szwoleżerów Gwardii Cesarskiej i w jego szeregach walczył w kampanii Belgijskiej. Pod Waterloo został ranny.


Po klęsce Napoleona ponownie chciał mu towarzyszyć na wygnaniu, a gdy mu tego zabroniono powrócił do kraju i 27 lutego wstąpił do Armii Królestwa Polskiego, ale nie otrzymał przydziału. Po Sekwanę do majątku żony Marii Coetquen hr. Desormaux. Po rewolucji lipcowej 1830 r. odzyskał tytuły i dochody nadane przez Bonapartego. W 1831 r. zaangażował się w prace Komitetu Polskiego we Francji. W czasie Powstania Listopadowego organizował zbiórki pieniędzy i przerzuty broni do Królestwa Polskiego, jednak prowadzony przez niego transport do Żmudzi musiał zawrócić z powodu klęski Polaków na Litwie. Uzyskał nominację na generała brygady. W późniejszych latach bronił imienia Polaków i Napoleona w polemice z krytykiem cesarza p. Lamartine. Zmarł 15 kwietnia 1862 r.; został pochowany na cmentarzu Montmartre w Paryżu.
Odznaczenia i nagrody
Kawaler Legii Honorowej - 10 marca 1809
Złoty Krzyż (IV kl.) Virtuti Militari - 1810
Kawaler Cesarstwa - 15 marca 1810
Donacje: 1000 Franków rocznie na kanałach du Midi - 15 marca 1810
Oficer Legii Honorowej - 14 kwietnia 1813
Baron Cesarstwa - 16 sierpnia 1813
Kawaler Orderu Połączenia (l'Ordre de la Reunion) - 28 listopada 1813
Komandor Legii Honorowej - 28 listopada 1831, potwierdzenie dekoracji z 11 kwietnia 1815

Polscy szwoleżerowie w kampanii belgijskiej 1815 r.

15 czerwca 1815 r. około godziny 2.30 armia Napoleona przekroczyła granicę belgijską z zamiarem uderzenia na rozciągnięte wzdłuż granicy armii angielskiej (książę Wellington) i pruskiej (feldmarszałek Blücher). Na jej czele posuwały się oddziały kawalerii, a wśród nich 2 Pułk Lansjerów Gwardii jako część brygady jazdy gwardii Chrlesa Lefebvre-Desnouttessa przydzielonej do oddziałów marszałka Michela Neya. Posuwając się w kierunku Brukseli, wieczorem zbliżył się do miejscowości Frasnes zajętej przez II batalion II Pułku Nassau, wchodzący w skład armii księcia Wellingtona (I Korpus księcia Orańskiego Wilhelma). Ostrzał zatrzymał główne siły pułku, który czekał na wsparcie piechoty. Jedynie polski 1 szwadron ominął miejscowość od wschodu podchodząc w pod Quatre Bras nie napotkawszy oporu. Po zapadnięciu zmroku, nie otrzymawszy wsparcia musiał się jednak wycofać do Frasnes oczyszczonego z żołnierzy nieprzyjaciela.
16 czerwca, zgodnie z intencją Napoleona na czele głównych sił ruszył przeciwko pruskiej armii marszałka Blüchera, a marszałek Ney miał podjąć działania przeciwko armii angielskiej, utrudniając jej koncentrację i uniemożliwiając przyjście na pomoc koalicjantowi.
O świcie oddziały Neya rozpoczęły przygotowania do marszu na Quatre Bras, jednak książę Orański Wilhelm, chwilowo zastępujący Wellingtona skierował w ten rejon nowe oddziały z zadaniem opóźniania Francuzów. Jednocześnie ogłoszono alarm w całej angielskiej armii rozciągniętej wzdłuż granicy, a poszczególne jej oddziały ruszyły pospiesznym marszem w kierunku Quatre Bras. Do pierwszego starcia doszło około godziny 7.00 kiedy polscy i holenderscy lansjerzy odrzucili z niewielkimi stratami około Huzarów Śląskich odciętych od sił głównych pruskiej armii. Niedługo pułk dostał się pod ostrzał baterii artylerii. Podejmowane przez Holendrów szarże przeciwko niej załamały się w ogniu dział i pułk de Coberta musiał się cofnąć.

Działania przeciwko armii angielskiej Francuzi podjęli dopiero po nadejściu piechoty. Około godziny 14.00 9 i 5 Dywizja Piechoty rozpoczęły natarcie w kierunku Quatre Bras. Lewe skrzydło osłaniała brygada kawalerii gwardii. Po dwóch godzinach walki Francuzi wsparci przez 6 Dywizję Piechoty zepchnęli oddziały holenderskiej 3 Dywizji. W tym czasie nadciągnęły jednak kolejne oddziały Wellingtona, które zatrzymały kolumny francuskiej piechoty. Wówczas do walki ruszyła kawaleria francuska, która zdołała rozbić czworobok batalionu elitarnego szkockiego 42 Pułku Piechoty „Black Watch" oraz zdezorganizować inne oddziały 5 Dywizji angielskiej. W wielu publikacjach zwłaszcza brytyjskich pojawia się przekonanie, iż w szarży tej brali udział polscy lansjerzy, jednak nie jest to pewne. Trzeba zaznaczyć, iż wiele akcji bojowych polskich i francuskich lansjerów w kampanii belgijskiej jest mylona. Polakom przypisywano wiele akcji podejmowanych przez lekkokonne oddziały francuskie. Wydaje się, że tak jest także w przypadku bitwy pod Quatre Bras, gdzie walczyli przede wszystkim lansjerzy z 3 Dywizji Jazdy gen. Pire. Potwierdza to brak jakichkolwiek start w polskim szwadronie tego dnia. Pojawiające się w historiografii przesadzone informacje o roli Polaków, a także umieszczanie ich na obrazach można uznać jako potwierdzenie ogromnej sławy i estymy jaką cieszyli się polscy szwoleżerowie.
17 czerwca, na wieść o przegranej przez Prusaków pod Ligny, Wellington podjął decyzję o wycofaniu swojej armii w kierunku Brukseli. Popołudniowa burza utrudniła Francuzom odwrót i pozwoliła Anglikom na zajęcie dogodnej pozycji pod Waterloo. Następnego dnia doszło do bitwy, która zakończyła epokę napoleońską. Około godziny 11.30 francuski II korpus piechoty uderzył na angielskie prawe skrzydło, jednak mimo dużych strat nie zdołał przełamać jego obrony. Około godziny 13.00, chcąc doprowadzić do rozstrzygnięcia bitwy przed nadejściem Prusaków, Ney zaatakował również drugie skrzydło przeciwnika rzucając przeciwko niemu I Korpus oraz kirasjerów 13 Dywizję Jazdy. Kiedy angielska obrona zaczęła się chwiać Wellington rzucił na pomoc swoim piechurom dwie elitarne brygady ciężkiej kawalerii - gwardyjską 1 brygadę „Household" gen. Edwarda Somerseta (11 szwadronów - łącznie 1319 ludzi) oraz 2 brygadę „Union" (9 szwadronów - 1332 ludzi) gen. Williama Ponsonby'ego. Brygada gen. Somerseta rozbiła francuskich kirasjerów, natomiast brygada gen. Ponsonby'ego uderzyła na I Korpus, rozpraszając kolejno trzy dywizje i biorąc około 3000 jeńców. Wówczas do kontrszarży ruszyli kirasjerzy 14 Dywizji Jazdy oraz lansjerzy z 1 Dywizji Jazdy (liniowe 3 i 4 pułk lansjerów). Bardzo rozpowszechnione jest mylne przekonanie, iż wówczas do walki ruszył też 2 Pułk Szwoleżerów Lansjerów Gwardii i że to właśnie on doprowadził do rozbicia brygady Ponsonby'ego, a on sam miał rzekomo zostać zakłuty przez polskiego lansjera. W tym przypadku również sława polskich lekkokonnych przesądziła o przypisaniu im zasług innych kawalerzystów.


Dążąc do rozstrzygnięcia bitwy marszałek Ney rzucił do walki cały, IV Korpus Kawalerii (13 i 14 Dywizja Jazdy), który nie zdołał rozbić obrony angielskiej. Napoleon, mylnie oceniając, iż przeciwnik jest bliski załamania postanowił wesprzeć atak kolejnymi ośmioma pułkami ciężkiej kawalerii (11 i 12 Dywizja Jazdy z III Korpusu Kawalerii) oraz dwoma pułkami gwardyjskimi - konnych grenadierów i dragonów. Przypadek sprawił, iż do szarży ruszył również pułk strzelców konnych i pułk lansjerów a w jego składzie polscy szwoleżerowie. Francuski kapitan de Brack służący w holendersko-polskim pułku opisał jak do tego doszło.
Pod szablami naszych kirasjerów i pchnięciami naszego liniowego 4 Pułku Lansjerów, dowodzonych przez pułkownika Bro, [Brytyjczycy] usłali sowimi zabitymi ziemię... Ten sukces przeszył dreszczem naszą kawalerię, która teraz bardziej niecierpliwie niż zawsze chciała skrzyżować szable.
Kawaleria Gwardii otrzymała rozkaz aby ruszyć naprzód, maszerowaliśmy naprzód przeciwko wrogowi w kierunku umocnionej farmy La Haye Sainte, od której oddzielay nas niewielki, lekko pofałdowany obszar. Cztery pułki stały w jednej linii na głównej drodze, lansjerzy na prawym skrzydle, dalej do lewej: strzelcy konni, dragoni i konni grenadierzy. [...] Kilku oficerów z przodu naszego regimentu ruszyło naprzód aby dołączyć do naszej grupy. Prawe skrzydło ruszyło za nimi, szwadrony powtórzyły ruch aby odtworzyć linię; i później przez strzelców konnych gwardii. Ten ruch zaledwie kilku kroków na prawym skrzydle stał się bardziej znaczący na lewym. Brygada dragonów i grenadierów konnych gwardii, która oczekiwała rozkazów do szarży lada moment, uznała iż zostały one wydane. [...] Ruszyli, a my za nimi!
Tak doszło do szarży kawalerii Gwardii Imperialnej, której przyczyny tak różnorodnie są przedstawiane przez pisarzy. [...] Byliśmy na wysokości farmy, a między nią a nami szarżowali nasi kirasjerzy. Przejechaliśmy przez baterie, których nie byliśmy w stanie ciągnąć za sobą. Zawróciliśmy i zagroziliśmy czworobokom, które stawiły opór, przynoszący im największy zaszczyt.

Piechota Wellingtona sformowana w batalionowe czworoboki, w których schroniły się obsługi dział rozpaczliwie bronili się przed nawałą kawalerii przenikającej między nimi. Jeźdźcy, ponosząc ciężkie straty od ognia bezskutecznie próbowali rozerwać szeregi batalionów - tylko kilka z nich zostało rozbitych. W walce przeciwko piechurom bardziej przydatna okazała się lanca lekkokonnych niż pałasz ciężkozbrojnych kirasjerów. Holenderscy i polscy szwoleżerowie pozostając poza zasięgiem bagnetów kłuli piechurów. Ich skuteczność budziła przerażenie wśród obrońców, ale nie byli w stanie zadecydować o przebiegu bitwy i ostatecznie musieli się wycofać razem z resztą kawalerii.
Przybycie na pole bitwy Prusaków i niepowodzenie ataku piechoty gwardii spowodowało nagłe załamanie się armii francuskiej i kompletny chaos w jej szeregach. W ciągu kilkunastu minut większość jej oddziałów poszła w rozsypkę. Wśród nielicznych pułków, które nie opuściły w popłochu pola bitwy był 2 Pułk Szwoleżerów Lansjerów Gwardii Cesarskiej. Polacy i Holendrzy przez cały wieczór wykonywali szarżę za szarżą osłaniając odwrót cesarza i resztek jego wojsk. Niezwykła postawa lansjerów wbiła się głęboko w pamięć przeciwnika. Uważa się nawet, iż ostatniej szarży pod Waterloo po stornie wojsk Bonapartego towarzyszył sygnał polskich trąbek, a szarża polskiego szwadronu była jednocześnie ostatnią szarżą epoki napoleońskiej. Nawet jeśli jest to nie do końca prawda, to pokazuje to, iż pod Waterloo Polacy podtrzymali chwałę polskiego oręża.
W krwawej bitwie, która przesądziła o losach Europy, polscy szwoleżerowie odnieśli zaskakująco niskie straty: zginęło 5 lansjerów (Łukasz Biernacki, Jan Nowak, Karol Pawłowski, Ignacy Rużyczko i Sylwester Zeleski), 1 - zaginął (Jan Malinowski), 1 - dostał się do niewoli (wachm. Michał Szulc). Kilkunastu było rannych i kontuzjowanych m.in. płk Jerzmanowski i kpt. Baliński. Kliku lansjerów zaginęło w trakcie odwrotu - prawdopodobnie na skutek przemęczenia wierzchowców nie nadążali za pułkiem i dostali się do niewoli. Po zakończeniu bitwy pułk „Czerwonych Szwoleżerów" zdołał wycofać się do Francji i wkrótce po powtórnej abdykacji Napoleona został rozwiązany. Większość Polaków wróciła do kraju, ale w przeciwieństwie do kolegów z 1 Pułku Szwoleżerów Gwardii, którzy wrócili do kraju w 1814 r., tylko niektórzy dostali przydziały w armii Królestwa Polskiego.
Niewielkie straty (około 3%) Szwadronu Elby wynikały prawdopodobnie z doskonałego wyszkolenia indywidualnego kawalerzystów, zdyscyplinowania elitarnego oddziału, a także z zalet lancy. Epoka napoleońska upowszechniła tę wywodzącą się z polski broń. Od 1809 roku używali jej Francuzi, a po bitwie pod Waterloo pułki lansjerów sformowano w niemal we wszystkich państwach europejskich. W kawalerii brytyjskiej, która 18 czerwca 1815 r. szczególnie boleśnie odczuła jej zalety, była używana przez całe późniejsze stulecie. Anglicy przestali ją stosować w czasie wojen burskich, ale formalnie wycofano ją dopiero w 1928 r.
Warto wspomnieć, iż z armią francuską pod Waterloo oprócz szwoleżerów był jeszcze jeden Polak, którego historiografia oceniła tyleż surowo, co niesprawiedliwie. Był nim płk. Jerzy Despot Zenowicz oficer sztabu głównego Wielkiej Armii. 18 czerwca 1815 r., w dniu decydującej bitwy pełnił służbę w kwaterze Napoleona. Został prze niego wysłany do marszałka Emanuela Grouchy'ego z rozkazem natychmiastowego skierowania korpusu, który mógł przesądzić wynik bitwy. Nie ze swojej winy wyruszył dopiero około południa, kierując się na osobiste polecenie Bonapartego najdłuższą drogą. Ostatecznie zamiast żołnierzy Grouchy'ego pod Waterloo przybyli Prusacy, przechylając szalę zwycięstwa na stronę koalicji.
Opracował: Wojciech Markert
WOJSKOWE BIURO BADAŃ HISTORYCZNYCH
Bibliografia selektywna
Bielecki Robert, Encyklopedia wojen napoleońskich, t. 1-2, Warszawa 2001-2002
Bielecki Robert, Szwoleżerowie gwardii, Warszawa 1996
Bielecki Robert, Wielka Armia, Warszawa 1995
Bielecki Robert, Tyszka Andrzej, Dał nam przykład Bonaparte. Wspomnienia i relacje żołnierzy polskich 1796-1815, t II, Kraków 1984
Kukiel Marian, Dzieje wojska polskiego w dobie napoleońskiej 1795-1815, cześć II 1812-1815, Kraków 1920
Malarski Tomasz, Waterloo 1815, Warszawa 1984
Naylor John, Waterloo, Londyn 1960
Pericoli Ugo, 1815. The armies at Waterloo, Londyn 1973
Pivka Otto v., Napoleon's Polish Troops, Londyn 1974
Ziółkowski Andrzej, Pierwszy Pułk Szwoleżerów Gwardii Cesarskiej 1807-1815, Pruszków 1996
Szwoleżer

"Koniec Świata Szwoleżerów – czyli o ginącej cnocie Lojalności ..." - autor: Tomasz Łysiak

tomasz-c582ysiak_niezalezna-pl
Tomasz Łysiak - un journaliste et le fils de Waldemar Łysiak - Le premiere Bonapartiste polonais

      Szanowni Państwo,

Wortal wolnapolska.pl, jakiś czas temu zaprezentował obszerny komentarz rocznicowy (dot. Drugiej Wojny Polskiej - 1812), autorstwa niezależnego publicysty Toamsza ŁYSIAKA (syna Waldemara).
Artykuł stanowi, w istocie - polemikę ze sposobem prezentowania wydarzeń historycznych dokonywanych przez "Gazetę Wyborczą".

Pozwalam sobie na zacytowanie fragmentów tego znakomitego eseju :


"Koniec Świata Szwoleżerów – czyli o ginącej cnocie Lojalności

Autor :Tomasz Łysiak

W okrągłą rocznicę wojny, w której Polacy walczyli z Rosjanami, „Gazeta Wyborcza” wypuszcza duży, kolorowy magazyn, nadając mu jednocześnie rusofilski charakter. Tak jakbyśmy nie ruszyli w 1812 r. z Napoleonem przeciw Aleksandrowi, lecz… zupełnie odwrotnie. A przynajmniej, jakbyśmy powinni byli tak uczynić. Oto znajdujemy smakowite cytaty z Bonapartego, takie jak: „Wszystko, czego chcę od Polaków, to zdyscyplinowanej siły ludzkiej, którą mógłbym się posłużyć na polu bitwy”. A obok opisy kuszącej alternatywy – sojuszu z Rosją wedle zamysłów ks. Adama Czartoryskiego. List-wstępniak napisał... rosyjski ambasador!

Działo się to niedaleko Kowna. Był czerwiec 1812 r. Napoleon Bonaparte założył mundur oficera polskiego 6. Pułku Ułanów i wyszedł nad brzeg rzeki. Przed nim wił się szeroki nurt Niemna. Cesarz przyglądał się przeciwległym brzegom, na które miała przeprawić się Wielka Armia, by w morderczej kampanii zgnieść cara Rosji. Za wodą czekało Imperium. Zaczynała się Druga Wojna Polska – tak oficjalnie nazwał tę wielką operację sam Bonaparte w rozkazie podpisanym w Wiłkowyszkach, tuż przed atakiem.


„Polska wojna” i kwestia nadrzędnych wartości

Ten polski mundur włożony przez słynnego Korsykanina służył jako kamuflaż umożliwiający lustrowanie okolicy i spokojne rozpoznawanie pozycji wroga. Lecz poza tym można w nim zobaczyć symbol – przywdzianie sarmackich „barw” na rozpoczęcie „polskiej wojny”. Francuski cesarz stanął w mundurze ułańskim nad brzegiem Niemna. Po drugiej stronie była Litwa. I daleko ciągnące się ziemie Rzeczypospolitej zabrane przez Rosję.

Może o tym myśleli polscy lansjerzy z pułku lekkokonnego pod Kozietulskim, którzy mieli honor ruszyć przez Niemen o brzasku 24 czerwca? Oni jako pierwsi zaatakowali Rosjan.

Może w ich głowach huczały te słowa o „polskiej wojnie”? A może pamiętali to, co na placu Saskim mówił książę Józef, żegnający wymaszerowujących na bój rodaków: „Pamiętajcie przechodząc granicę Księstwa, że wstępujecie nie na ziemię obcą, ale polską. Nieście oręż mściwy nieprzyjaciołom, opiekuńczy współziomkom; idziemy nie podbijać, lecz oswobadzać. Dosyć tego dla Polaka. Niech żyje Cesarz!”

Jeśli nawet tak myśleli, jeśli nawet zostawili po sobie piękną polską legendę napoleońską, którą żywiły się przyszłe pokolenia, to obecnie jest ona rozmywana na sposób „racjonalno-poprawny”. Z okazji równej rocznicy kampanii 1812 r. ukazało się w zeszłym roku wiele tekstów oraz specjalnych historycznych dodatków i magazynów. W większości z nich rozpatrywano kwestię udziału Polaków w wojnach napoleońskich właśnie w stylu politycznie-poprawnym, w którym dominuje ton użalający się nad naszym losem jako „ofiar” cynicznego władcy, który chciał wpuścić nas w straszny „kanał” własnej polityki imperialnej, a najchętniej by wszystkich zesłał na makabryczne Santo Domingo. Niewielu tylko było takich, którzy „sprawy polskiej” u boku Bonapartego bronili (z moim Tatą na czele tego skromnego szwadronu). Cóż, widać taka teraz moda – że należy się wstydzić tego, co na kartach naszej historii piękne, czyste, szlachetne i ułańskie, a starać się zakładać na nos uczone okulary i mówić w manierze „racjonalnego” spojrzenia na nasze dzieje.

Jednak jest w owym chłodnym spojrzeniu pewna granica. Kwestia smaku. Kwestia wartości nadrzędnych, także wtedy, gdy mówi się o Historii. Bo Prawda w dyskursie historycznym wcale nie ma jednego wymiaru. Fakty są niezmienne. Lecz ich znaczenie jest różne dla dwóch stron konfliktu. Gdy opowiada się o historii własnego narodu i państwa, to czy można to robić z perspektywy przeciwnika? Dla celów naukowych jak najbardziej. Lecz czy powinno się tę perspektywę przyjmować za własną, utożsamiać się z nią? Szczególnie w pracach popularyzatorskich?

W takim wypadku powinna obowiązywać zasada prostej lojalności. Lojalności wobec własnych rodaków: żyjących oraz tych, których już zabrały wichry czasu.


Cywilizowane zachowanie według ambasadora Moskwy

Czytelników, którzy skusili się na kupno specjalnego wydania magazynu historycznego „Gazety Wyborczej” – „ale Historia”, dotyczącego wydarzeń roku 1812, czekała niespodzianka. Już po przerzuceniu kilku stron ukazał się ich oczom dwukolumnowy materiał. List Ambasadora Federacji Rosyjskiej. Na zdjęciu sam dygnitarz, za nim fasada ambasady. A w tekście same cuda! Zaproszenie do lektury magazynu. I dalej istna „Wojna i Pokój” w wydaniu polityczno-historycznym, czyli epistoła ukazująca bohaterstwo rosyjskich żołnierzy i barbarzyństwo tych francuskich. Czytamy więc o „genialnym planie rosyjskich generałów”, o „błyskotliwych rosyjskich operacjach”. A także o tym, że „najeźdźcy zawsze i wszędzie zachowują się tak samo”, gdy tymczasem jedynie Rosjanie to ludzie naprawdę cywilizowani, a „w czasie pobytu naszych wojsk w Paryżu nie została złożona żadna skarga na zachowanie żołnierzy”.

Rzeczywiście – ci, którzy setkami i tysiącami umierali zostawieni przez Kozaków bez ubrania na mrozie, nie mieli szansy złożenia jakiejkolwiek skargi. Po prostu nie mogli.

Takie sceny relacjonował w swoim pamiętniku jadący z kozacką szpicą angielski oficer, Wilson, który widział, jak wszyscy jeńcy „natychmiast i bez wyjątku rozbierani całkiem do naga i w tym stanie zmuszani do marszu w kolumnie albo też zostawiani na uboczu, aby stać się najpierw obiektami rozrywki, a w końcu ofiarami chłopstwa”.

Brytyjczyk słyszał także „modlitwy setek nagich nieszczęśników, kryjących się przed chłopami, których mściwe okrzyki nieustannie niosą się echem po lesie”. Może któryś z nich faktycznie miał ochotę napisać skargę. Ale zapewne nie zdążył.

Co jednak jest w tym wszystkim tak naprawdę istotne? Oto w okrągłą rocznicę wojny, w której Polacy walczyli z Rosjanami, „Gazeta Wyborcza” wypuszcza duży, kolorowy magazyn, nadając mu jednocześnie rusofilski charakter. Tak jakbyśmy nie ruszyli w 1812 r. z Napoleonem przeciw Aleksandrowi, lecz… zupełnie odwrotnie. A przynajmniej jakbyśmy powinni byli tak uczynić. Oto znajdujemy smakowite cytaty z Bonapartego, takie jak: „Wszystko czego chcę od Polaków, to zdyscyplinowanej siły ludzkiej, którą mógłbym się posłużyć na polu bitwy”. A obok opisy kuszącej alternatywy – sojuszu z Rosją, wedle zamysłów ks. Adama Czartoryskiego.


Polski nie przehandluję

Wyjęte z kontekstu wypowiedzi „korsykańskiej bestii” mają przekonać czytelnika o tym, że Cesarz był nieszczęściem Polaków. Szkoda, że redaktorzy „GW” nie skupiają uwagi np. na konwencji ze stycznia 1810 r., w której Aleksander na samym wstępie postawił warunek – „Le royaume de Pologne ne sera jamais rétabli” („Królestwo Polskie nie będzie nigdy reaktywowane”). Na co Bonaparte odpowiedział: „Nie mogę się hańbić oświadczeniem, że państwo polskie nigdy nie będzie przywróconem, nie mogę się ośmieszać, przemawiając językiem Opatrzności, plamić swojej pamięci przez przypieczętowanie tego aktu polityki machiawelistycznej… Nie mogę wziąć na siebie zobowiązania, że zbroić się będę przeciw ludziom, którzy nic mi nie zawinili, służyli mi dobrze, dali mi dowody stałej dobrej woli i wielkiego poświęcenia”.

Tymczasem, jak pisał Marian Kukiel, Aleksander próbował zwieść Polaków obietnicami i przeciągnąć ich na swoją stronę: „Rozumie car, że wielkich trzeba miraży, by sprowadzić Polaków z drogi prawej, z drogi sprzymierzeńczej wierności i lojalności żołnierskiej”. Tym „wabikiem” miało być odrodzone Królestwo Polskie. Jednak polski wódz, symbol narodowego Honoru, książę Józef Poniatowski – odmówił. Gdyż Lojalność jest kręgosłupem tegoż właśnie Honoru.

W kwietniu 1811 r. w rozmowie Napoleona z tajnym agentem imperatora Rosji, Czernyszewem, padła ze strony Moskala propozycja, by Księstwo Warszawskie Bonaparte „przehandlował” za Oldenburg. Cesarz na tę propozycję wybuchł gniewem: „Widzę jasno, że idzie o Polskę, i zaczynam wierzyć, że to wy chcecie ją posiąść… Nie łudźcie się, bym kiedykolwiek wynagrodził cara w stronie Warszawy. Nie, gdyby nawet armie wasze obozowały na wzgórzach Montmartre, nie ustąpię wam ani cala terytorium warszawskiego. Gwarantowałem jego całość… Nie wiem, czy pobiję was, ale będziemy się bić”.

I to także jest opowieść o lojalności. Która obowiązuje obie strony.


O roku ów!

Rok 1812 to była „Epopeja Polska”. Wielka wojna, która miała przynieść nam odbudowę przedrozbiorowej państwowości. W dodatku ten narodowy plan miał wielkie szanse powodzenia, oparty o sojusz z największą potęgą militarną tamtego czasu. Nie trzeba by było obecnie pisać książek historical-fiction o 1939 r. To była prawdziwa Historia. A wielkie Królestwo Polskie leżało w zasięgu ręki. Tak bardzo wtedy nasi Rodacy w to wierzyli. I dlatego z Napoleonem ruszyło na Rosję aż 80 tys. polskich żołnierzy. Jak powiedział o nich wielki przyjaciel Polaków, baron Bignon: „Nigdy nie było armii bardziej narodowej niż ta; w niej bowiem spoczywała nadzieja wywalczenia bytu narodowego”. Nie na darmo także Bonaparte nazwał tę kampanię „drugą wojną polską”, wzorując się na słowach francuskiego dyplomaty Montgaillarda: „Interes narodu francuskiego wymaga odbudowania Polski; jest w tym może zaangażowany także i honor Francji…”.

Gdy rozpoczęła się wielka kampania, nowo utworzony rząd na Litwie wydał odezwę do rodaków: „Polacy! Stańcie pod chorągwiami Ojczyzny, służba u nieprzyjaciela wtedy wam była godziwą, kiedyście własnej nie mieli Ojczyzny, dziś atoli inną jest rzeczy postać. Polska zmartwychwstała… Konfederacja generalna Polski i Litwy wzywa wszystkich Polaków, aby służbę rosyjską porzucali. Generałowie, oficerowie, żołnierze wszelkiej broni, bądźcie powolnymi na głos Ojczyzny; porzucajcie sztandary ciemiężycieli waszych, stawajcie pod znaki Jagiełłów, Kazimierzów, Sobieskich! Ojczyzna po was tego oczekuje, a honor i religia łącznie nakazują”.

Tak brzmiały piękne słowa tego roku. Mickiewicz pisał o nim: „o roku ów!”. Czyli roku znamienny. Roku wielki. Roku znaczący!

A teraz? Zamiast opowieści o polskich nadziejach, o tym, że wtedy w sercach ludzi odradzała się dawna, piękna Rzeczpospolita, o tym, że w Jej imię przelewali krew nasi przodkowie – w „Gazecie Wyborczej” pojawia się list-wstępniak, pisany przez… rosyjskiego ambasadora! Jakiż to znak? Jaki symbol?


W lodowatej wodzie

Polska epopeja roku 1812 była opowieścią o Lojalności. Polacy nie zostawili Cesarza do końca. Odważni do szaleństwa. Bili się nawet wtedy, gdy inni już dawno upadli na duchu. Osłaniali wracającą w nieładzie Wielką, już tylko z nazwy, Armię. Tłukli się w ariergardzie pod Neyem. Walczyli na symbolicznej ziemi smoleńskiej. Bronili słynnej przeprawy przez Berezynę. Byli także wśród saperów budujących mosty na tej rzece, co wymagało niezwykłego wprost bohaterstwa. Przy trzaskającym mrozie, dochodzącym nawet do -37°C, wchodzili do wody, aby stawiać wielkie drewniane kozły, na których miała wesprzeć się konstrukcja. Wytrzymywali niedługo. Po kilku minutach potrzebna była zmiana. Saperzy wychodzący z lodowatej rzeki natychmiast kładli się na matach i słomie przy rozpalonych dużych ogniskach. Przykrywani byli futrami, ale każdy z nich wiedział, że tego nie przeżyje. Że nie ma szans. I prawie wszyscy przypłacili to życiem. Oto jest historia poświęcenia i Lojalności… Ci saperzy winni mieć w Polsce stawiane pomniki…


Lojalność jako ciekawostka etnograficzno-lingwistyczna

Lojalność jednak w wieku XXI w Polsce – jak wiele innych słów (w tym i Honor) – ma już jednak tylko posmak ciekawostki etnograficzno-lingwistycznej. Jakby była kategorią literacką, a nie żywą, prawdziwą wartością, którą warto kultywować. Jakiej warto się poświęcać.

We współczesnym życiu publicznym tak rzadko można spotkać przypadki, w których ktoś kieruje się lojalnością. Taką, która wygrywa nad własnymi ambicjami, urazami i żalami.

Jaskrawe przykłady widać w sferze politycznej – w której niedawni partyjni koledzy plują na byłego szefa. Bo zostali wyrzuceni. Bo się pokłócili. Bo mają urazę.

To rzecz ludzka mieć urazy. To rzecz męska czasem dać sobie „po pysku”. Ale najzwyklejsze poczucie prostej lojalności nakazuje, by potem nie sprzymierzać się z przeciwnikiem. Nie pluć na tych, z którymi dopiero co grało się „w jednej paczce”. To granie bowiem zobowiązuje.

Na pytania dziennikarzy dotyczące dawnych relacji zawsze można odpowiedzieć – „przykro mi, lecz zwykłe poczucie lojalności nakazuje mi milczeć”. Czemu nikt tak nie robi?

Szef szwoleżerskiej elity napoleońskiej Wincenty Krasiński dostał od Bonapartego tytuł hrabiowski, wraz z herbem i dewizą „Męstwo i Lojalność”. Gdy tylko jednak Napoleon został pokonany, hrabia sprzedał tę lojalność carowi Aleksandrowi. Widać, zupełnie inaczej niż książę Pepi rozumiał znaczenie drugiego słowa ze swojej dewizy.


Patrząc z murów Kremla

Nie potrafię pisać chłodno i obiektywnie o roku 1812. I nawet nie chcę. Może dlatego, że wyrosłem w domu, w którym ze ścian patrzyły na mnie portrety Napoleona. Jako mały chłopiec często im się przyglądałem. Na jednym młodziutki Bonaparte spinał konia na przełęczy górskiej. Na innym, już starszy i zmęczony, szedł murami moskiewskiego Kremla i patrzył na dalekie płomienie. Ojciec powiedział mi wtedy, że to nieprawda, iż Moskwę „spalił Napoleon”. Zrobili to sami Rosjanie. Cesarz wręcz nie mógł uwierzyć w takie barbarzyństwo. W tym wszystkim zawierała się jakaś niezwykła metafora, którą jako dzieciak jedynie przeczuwałem, nie mogłem nawet jej nazwać. Czasem – jak w losach samego Bonapartego – życie ludzi i narodów zaczyna się od wielkich marzeń, od włosów rozwiewanych końskim pędem, a kończy się przyglądaniem zgliszczom rozpętanym przez azjatyckie i barbarzyńskie demony. Człowiek, nawet ten największy, może się wtedy nagle okazać słaby i bezbronny. To jednak nie znaczy, że powinien rezygnować. Poddawać się. Zaprzestawać walki. A przede wszystkim nie znaczy, aby rezygnował z życia według wyznawanych przez siebie zasad.

W roku 1813, na niewiele dni przed swoją śmiercią w nurtach Elstery, książę Józef Poniatowski tak mówił do żołnierzy zebranych w obozie pod Grodnem: „Wkrótce nowych wojowników hufce, obok waszych umieszczone szeregów, ochoczo w wasze wstępując ślady dowiodą: że nie powierzchowność ani jednostajność, lecz święta Miłość Ojczyzny i odziedziczona od przodków waleczność zrównały polskiego żołnierza z niezwyciężonymi pierwszego w świecie rotami. Będziecie pewnie umieli cenić tak szanownych braci waszych i współobywateli zapał, a wspierając doświadczeniem waszym pierwsze ich w polu sławy kroki, raz jeszcze okażecie światu: że Polak jak dla Ojczyzny się rodzi, tak zawsze gotów dla niej jest umierać”. Mówił więc o Lojalności. Wobec Rodaków. I Ojczyzny. A ostatnimi słowami wyprorokował sobie zwieńczenie swojego żywota. Ale zostawił też rodzaj testamentu...."

VAGRAM
L'empereur et La Grande Armee (Wagram)

Szwoleżer

Pierscionek zaręczynowy NAPOLEONA i JÓZEFINY na aukcji....

PIERSCIEN

Zaręczynowy pierścień jaki młody generał NAPOLEON BONAPARTE wręczył JÓZEFINIE de BEAUHARNAIS
Dziś, wystawiony na aukcji - szacowana wartość 200 - 500 tys Euro
A jaką ma wartość emocjonalną...?


Josephine
josephine


Serwis Cesarzowej Józefiny (Pałac Malmaison)/ La servise de L"Empereuse Josephine (La Palais de Malmaison)
450px-Ch%C3%A2teau_Malmaison_service_Jos%C3%A9phine

Szwoleżer

SZABLA NAPOLEONA - sprzedana na aukcji za 4,8 mln euro

szbla napoleona
une Epee de Napoleon


"PULS BIZNESU":

"Zdobiona złotem szabla Napoleona, którą Bonaparte miał w czasie zwycięskiej bitwy pod Marengo, została w niedzielę sprzedana na aukcji pamiątek cesarskich w Fontainebleau za 4,8 mln euro.

Według organizatorów, domu aukcyjnego Osenat, kwota osiągnięta na aukcji pobiła światowy rekord cen za pamiątkę napoleońską i za egzemplarz broni.

Szacunkowa wartość szabli spod Marengo wyniosła 1,2-1,5 mln euro 

Dekorowana złotem głownia ma długość 97 cm i jest łagodnie zakrzywiona, na wzór szabli arabskich, którymi Bonaparte zachwycił się podczas swojej kampanii egipskiej; po powrocie do Francji zlecił wykonanie repliki - powiedział Jean-Pierre Osenat.

Szablę Napoleon podarował swemu bratu w prezencie ślubnym. Pozostała ona w rodzinie, przechodząc z pokolenia na pokolenie. Na aukcję wstawiło ją jej ośmiu współwłaścicieli, bezpośrednich potomków Napoleona, w tym książę Wiktor Napoleon.

Szabla, niezwykle bogato dekorowana złotem  w geometryczne desenie, posiada półotwartą, wykładaną hebanem rękojeść. Jest to zarazem biała broń użytkowa jak i przepiękne dzieło sztuki.

W 1978 roku uznano ją za francuski skarb narodowy, co oznacza, że nowy właściciel nie będzie mógł wywozić jej z Francji na dłużej niż pół roku - powiedział przed aukcją ekspert ds. okresu cesarstwa Jean-Christophe Chataignier.

Wśród cesarskich pamiątek licytowane były również portrety i listy Napoleona, m.in. jego list do Talleyranda, tabakierki, pistolety, porcelana, oraz lok cesarzowej Józefiny.

Bitwa pod Marengo, stoczona z armią austriacką 14 czerwca 1800 roku, była decydującą bitwą drugiej kampanii włoskiej Napoleona. Zakończyła się zwycięstwem Francuzów, a jej następstwem było wycofanie się Austriaków z Włoch. Austriacy stracili pod Marengo 6 tys. zabitych, 8 tys. dostało się do niewoli, zaś straty francuskie wyniosły do 7 tys. zabitych i rannych.

Aukcja odbyła się w Fontainebleau, gdzie swoją siedzibę ma dom aukcyjny Osenat, niedaleko słynnego zamku, który był rezydencją królów Francji od czasów Franciszka I do Napoleona III. Znajduje się w nim kolekcja malarstwa, mebli i przedmiotów użytku codziennego oraz muzeum poświęcone Napoleonowi I.

Une Epee de L'Empereur

szabla cesarza